MARUDEROM DZIĘKUJEMY

Ciesz się życiem! Słyszę to za każdym razem, kiedy mam gorszy dzień i ośmielę się trochę pomarudzić. Najczęściej towarzyszy temu stwierdzenie, że mam zdrowe dzieci i cudownego męża, więc nie mam tak naprawdę na co narzekać. Owszem, z tym drugim się zgodzę, mój mężuś jest wspaniały i drugiego takiego jak on to i ze świecą by nie znalazł, natomiast z pierwszym w chwili obecnej nie. Wirus zaatakował mi dom i najpierw mąż, potem córeczka, następnie synek i zaraz w tandemie z nim ja rozłożyliśmy się na dobre. I tak wiem, że to nie o takie choroby chodzi, ale taki pogrom chorobowy może być naprawdę uciążliwy. Nie wiem, kiedy stałam się pielęgniarką, pewnie gdzieś między jednym gilem a innym rotawirusem moich dzieci, ale dzięki temu szybko nie wpadam w panikę. Ostatnio, kiedy Antek udając samolot, wylądował na framudze drzwi i tak rozbił sobie czoło, że krew tryskała jak z fontanny, wcale nie marudziłam – działałam! Mój kochany mąż biegał po domu w panice, szukając jałowej gazy, a ja ze spokojem trzymałam czoło, mówiąc: „kochanie, daj tylko plaster, i tak trzeba jechać na pogotowie, pewnie będzie szycie”. A mówię wam, widok był jak z horroru, co najmniej jakby Antoś dostał w głowę siekierą. Skończyło się na trzech szwach i pięknej bliźnie na czole. Mój syn, jak dorośnie, będzie mógł się pochwalić, że kiedyś był pilotem.

Ludzie nie lubią, jak się marudzi. Ja należę do tych, którzy nigdy głośno tego nie robią. Zawsze pomocna i znajdująca rozwiązanie w każdej sytuacji, tak pewnie myśli o mnie większość moich znajomych. Jakoś tak się dzieje, że moi przyjaciele, znajomi, a ostatnio nawet znajomi znajomych często proszą mnie o pomoc czy radę. W przeddzień świąt Bożego Narodzenia w ubiegłym roku odbieram telefon i słyszę głos mojej koleżanki: „Beta, ratuj, jadę na wigilię organizowaną przez przyjaciół i nie mam prezentu, a umowa była, że mają być własnoręcznie przygotowane, masz coś?”. Chwila namysłu i chwytam mały słoiczek, ozdabiam koronkową kokardką, wrzucam do środka cztery rodzaje ciasteczek, które lepiłam i wycinałam z moją przyjaciółką w asyście mojej córki, dołączam świąteczną kartkę, na której starannie piszę imię kolegi, dla którego prezent ma być przeznaczony. Przypinam ją drewnianym ozdobnym spinaczem do kokardki i stawiam na półce przy drzwiach w oczekiwaniu na odbiór. Dla mnie to nic wielkiego, a radość koleżanki była nieoceniona. Ona na pewno nie nazwałaby mnie marudą. Prace plastyczne i zręcznościowe są dla mnie na porządku dziennym, odkąd jest Zosia, więc chętnie je robię.

Przez kilka ostatnich lat prowadziłam też terapie rozwodowe moich znajomych. Porzucony kolega siedzący nocami na kanapie, a to rozmowy balkonowe z koleżanką, którą partner zdradzał, czy w końcu prawie detektywistyczne analizy zachowań męża mojej koleżanki. Poza tym chyba przez całe życie prowadzę telefon zaufania, uspokajając czy doradzając w sprawach mniej lub bardziej ważnych. Posadę psychologa zatem również zaliczam do wykonywanych.

Tak oficjalnie nie można nazwać mnie osobą, która marudzi. Zgadnijcie zatem, jak by opisał mnie mój mąż? Martwiąca się. Pewnie po tym stwierdzeniu pojawiłyby się również słowa: cudowna mama, piękna kobieta, kochana żona, ale jednak kobieta martwiąca się byłoby na pierwszym miejscu. I niestety, jest to szczera prawda!, martwię się prawie wszystkim – jaki dziś zrobić obiad, czy dobrze ubrałam Zosię do przedszkola, czy Antoś nie ma za mało atrakcji jak na swój półtoraroczny wiek, czy zdążę wszystko dziś zrobić, czy dziś pracować czy iść na plac zabaw z dzieckiem… można by tak wyliczać. Bo tak jak jestem w stanie racjonalnie i logicznie uspokoić swoją przyjaciółkę, której właśnie odeszły wody, choć jest miesiąc przed terminem porodu, lub snuć wesołą wizję życia po rozwodzie, który czeka inną moją przyjaciółkę, tak sobie nie umiem wytłumaczyć, że jak nie zrobię dziś zdrowego zbilansowanego obiadu, tylko kupię coś na mieście, to nie jestem złą matką. Czemu jesteśmy dla siebie tacy surowi? Kiedyś przejmowałam się tym, co mówią o mnie inni, dziś to ja sama jestem swoim największym i najsurowszym krytykiem. Na komplement usłyszany z ust koleżanki rumienię się i myślę, że stara się być po prostu miła, bo przecież kilka dodatkowych kilogramów, których wciąż nie zrzuciłam po ciąży, nie da mi możliwości, żeby dobrze wyglądać.

A na czułe słowa Rafała: „jesteś cudowną matką”, reaguję myślą, czy na pewno aby wszystko robię dobrze, bo wcale tego nie czuję. Dziwna rozmowa otrzeźwiła mnie ostatnio. Moja Zosieńka zaczęła chodzić od września do przedszkola, jego szukanie i decyzja, gdzie będzie spędzać swój pierwszy samodzielny czas, była oczywiście bardzo trudna. Jako matka wiecznie martwiąca się, przekopywałam oferty, jeździłam na dni otwarte, sprawdzałam program i atmosferę panującą w przedszkolu. Choć żadne nie spełniało 100% moich i Rafała oczekiwań, w końcu się zdecydowaliśmy. I choć Zosia dobrze się w tym przedszkolu czuje, a personel jest po prostu fantastyczny, ciągle miałam wątpliwości, czy program, który był przedstawiony przy przyjęciu mojej córeczki, jest dobrze realizowany. Kilka maili i rozmów z panią dyrektor nie rozwiało moich wątpliwości. W końcu właścicielka poprosiła mnie na spotkanie. W miły, acz konkretny sposób wytłumaczyła, że jest spokojna o czas, który dzieci spędzają u niej w przedszkolu, i skoro pomimo tylu rozmów wciąż nie jestem zadowolona, ona nie jest w stanie już nic zrobić.

To niewiarygodne, że pomimo tego, iż między słowami usłyszałam: „jak ci się nie podoba, to może trzeba zmienić przedszkole”, otworzyłam oczy. Pani Agnieszka powiedziała bowiem jeszcze jedno bardzo ważne zdanie, „może już czas nam po prostu zaufać”. I to są święte słowa, moi drodzy. Trzeba cieszyć się życiem i pozwalać sobie na zaufanie innym, a może się wtedy okazać, że życie nie jest takie trudne i skomplikowane, jak nam się wydaje, a dodatkowe kilogramy nie przeszkadzają, żeby pięknie wyglądać. A jak przyjdzie ochota, żeby pomarudzić, to i tak coś się znajdzie.


Autorka: Alżbeta Lenska Ciesz\yńska. Aktorka i prezenterka TV od lat propagująca ekologiczny styl życia. Znana z takich
seriali jak „Kryminalni” i „Pierwsza miłość”. Prywatnie żona aktora Rafała Cieszyńskiego i szczęśliwa mama małej Zosi i Antka.

Więcej artykułów przeczytacie w wersji drukowanej magazynu, do kupienia w naszym sklepie internetowym, zapraszamy również na FB E!stilo gdzie znajdziecie więcej informacji na temat Ekologicznego Magazynu E!stilo Magazine oraz zdrowego i naturalnego sposobu życia

Recent Posts
Contact Us

We're not around right now. But you can send us an email and we'll get back to you, asap.

Not readable? Change text. captcha txt

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress